Czy na pewno można pogrążyć się w szalonym seksie, wyłączając emocje i uczucia? Gaja przekona się o tym na własnej skórze, poznając smak namiętności, grzesznego pożądania i zdrady.

K.A. Figaro funduje jazdę bez trzymanki, lektura zdecydowanie tylko dla niegrzecznych!
AGNIESZKA LINGAS-ŁONIEWSKA

Czy można mieć wszystko? Wolność? Niezależność? Pieniądze i miłość? Który element układanki okaże się niepasujący do reszty? Gaja Strzelczyk zostaje poddana pewnej próbie, czy wyjdzie z niej zwycięsko? To kobieta silna, starająca się trzymać zawsze wszystkich i wszystko na dystans, w swoim otoczeniu mająca tylko jedną osobę, której bezgranicznie ufa. Na co dzień mało analizuje, od razu działa. Na swojej drodze spotyka na pozór dwóch identycznych mężczyzn, jednak różnią się oni od siebie niczym ogień i woda. A Gaja przecież lubi igrać z żywiołami…

K.A. Figaro – pisarka o niezliczonej ilości pomysłów na nowe powieści. Absolwentka Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie, na co dzień pracująca w Centrum Usług Społecznych, oraz matka, żona i kobieta z marzeniami. Autorka bestsellerowej serii Rozchwiani wydawanej przez Lipstick Books (Prosty układ, Zranione uczucia, Próba życia, Dwie drogi oraz Bez tchu). Pisanie to jej hobby, podobnie jak gotowanie. Pieprzu lubi dodawać nie tylko do swoich dań, ale przede wszystkim do pikantnych powieści.

Premiera: 23 marca 2022
Wydawnictwo: Lipstick Books


Fragment:

– Pamiętasz mnie, złociutka?

– Nie – skłamałam, ale to był facet, któremu wbiłam obcas w stopę.

– Kłamiesz – odparł, unosząc kąciki ust. Jego oczy zabłyszczały. Ścisnęłyśmy się z Izką mocno, żeby nikt nas nie rozdzielił.

– Nie. Nie kłamię – syknęłam. – Takich palantów jak ty spotykam co i rusz – dodałam, żałując, że nie potrafię utrzymać języka za zębami. Byłam zdenerwowana, a musiałam myśleć logicznie. Nienawidziłam mężczyzn takiego pokroju. Przypominał mi Gabriela, tylko w lepszym wydaniu.

– Podobasz mi się taka… ostra. Zawsze taka jesteś?

– Dla takich jak ty tak.

– W łóżku też?

– Takich jak ty nie posuwam – warknęłam. – Zastawiasz drogę. Proszę, żebyś nas przepuścił.

– Może się jednak spotkamy?

– Może, kiedyś… – odparłam na odczepnego.

– Świetnie. Może dziś? U mnie w sypialni?

Co za prostak! Z chęcią obiłabym mu tą śmiejącą się gębę.

– Sorry. Dziś już jestem zajęta.

Patrzyłam na niego, nie spuszczając wzroku.

– Przez nią? – Spojrzał na Izę, która zatrzęsła się obok jak osika.

– Nie twój interes – żachnęłam i wtedy usłyszałam znajomych śmiech. To Łukasz!

– Dziewczyny, szukamy was i szukamy. Skorzystałyście już z tej toalety?

Podszedł do mnie i objął ramieniem. Jego przyjaciel dokładnie to samo zrobił z Izką. Przylgnęłyśmy do nich, udając, że jesteśmy razem.

Orangutan zrobił skwaszoną minę i minął nas bez słowa. Odetchnęłam z ulgą. Czułam, że sobie odpuścił. Na pierwszy rzut oka mogliśmy do siebie z Łukaszem pasować. Miał śniadą cerę, ciemne oczy, blond włosy… i był gejem, ale tego tamten palant nie musiał przecież wiedzieć.

– Dobrze, że przyszliście – stwierdziłam. – Jeszcze trochę i skończyłoby się rękoczynami.

– Konrad zauważył, że macie problemy, więc jak rycerze na białych koniach przyszliśmy z pomocą.

– Dzięki wielkie!

Pocałowałam Łukasza w policzek.

– Kochaniutkie, lećcie do tej łazienki. Poczekamy tutaj na was, a potem ruszamy po jakieś procenty. Co wy na to?

– Ja poproszę już tylko colę.

– Ej, Gajka! Nie bądź taka! – żachnęła się Iza.

– Chodźmy do tej łazienki! – Chwyciłam ją za dłoń.

Na korytarzu prowadzącym do toalet dostałam mocnego kuksańca w ramię. Warczała, że jestem nienormalna, wdając się w rozmowy z kretynami, ale już taka byłam. Nic nie mogłam na to poradzić. Taki miałam styl, temperament i pewnie głupotę. Czasami moja zadziorność przysparzała mi kłopotów. Teraz też mogło się tak skoczyć, gdyby nic chłopcy. Izka mocno gestykulowała, a na koniec mnie uścisnęła, mówiąc, że nie przeżyłaby, gdyby coś mi się stało.

W przestronnej łazience, gdzie płytki ułożono jak w szachownicy, było na szczęście mało osób. Może dlatego, że zaplanowano tu ze dwadzieścia kabin. Szukając takiej z papierem toaletowym, wpadłam prosto na goły owłosiony męski tyłek, który rytmicznie się poruszał. Kobiece dłonie opierały się zaś o ścianę. Musiałam być naprawdę chora, bo ten widok nie dość, że mnie nie zbulwersował, to jeszcze lekko rozgrzał. Nagle gość się odwrócił i uśmiechnął. Zamknęłam drzwi i z bijącym sercem weszłam do pierwszej lepszej kabiny, gdzie zatkałam uszy, żeby zignorować dźwięki uderzających o siebie ciał. Wtedy usłyszałam Izę:

– Gaja! Jesteś?

– Jestem – szepnęłam, a potem odchrząknęłam i krzyknęłam głośniej oraz pewniej: – Jestem, jestem. Już idę.

Doprowadziłam się do porządku. Czułam, jak policzki mi płoną, a pot ścieka po szyi, biuście i kręgosłupie. Dołączyliśmy do znajomych przy barze, a potem razem zasiedliśmy na sofach. Zuza była rozpromieniona, Paweł cały napięty i naprężony. W jego oczach dostrzegłam pragnienie. Doskonale go rozumiałam. Próbując zignorować buzującą krew, skoncentrowałam się na tańczących parach, ale było jeszcze gorzej, bo dotykały się w tak erotyczny sposób… Wiedziałam, że w domu czeka na mnie berło, z którego zamierzałam skorzystać. Żeby jakoś ten palący problem, póki co, rozchodzić, zapytałam Izę, czy idzie jeszcze potańczyć.

Muzyka. Taniec. Jedno ciało obok drugiego. Powietrze przesiąknięte testosteronem. Dawałam z siebie w tańcu wszystko, żeby się po ludzku zmęczyć i nie myśleć o głupotach, ale przy każdym ruchu moja spódniczka podsuwała się do góry.