Bałtyk jest najmłodszym, najpłytszym i najsłodszym morzem świata. Jego linia brzegowa ma aż 8100 kilometrów, czyli tyle, ile wynosi odległość z Warszawy do Bangkoku. Mieszka nad nim ponad 40 milionów ludzi (licząc tylko przylegające do morza jednostki administracyjne dziewięciu krajów), wpada do niego przeszło 250 rzek, z których największe to Dźwina, Newa, Niemen, Odra i Wisła – najdłuższa z rzek wpadających do Bałtyku, która niegdyś uchodziła do Morza Północnego. Niestety, żadna z nich nie jest czysta, co silnie wpływa na stan wody w morzu.

Niemcy nazywają Bałtyk morzem wschodnim (Ostsee), a Estończycy – zachodnim. Bywał też nazywany Morzem Swebów, Waregów, Scytyjskim i Gockim. Zaczyna się cieśniną Kattegat, przez którą wpadają do niego wody Morza Północnego. Obecne, trwające już cztery tysiące lat, stadium rozwoju Morza Bałtyckiego jako akwenu wodnego jest określane jako Mya. Ta nazwa pochodzi od małża Mya arenaria. Następnym etapem będzie przekształcenie się morza w słodkie jezioro, być może nadal nazywane Bałtykiem. W swojej historii to morze już jeziorem bywało, i to przez tysiąclecia.

Krótka historia powstania Bałtyku

Na początku były skała i lód. Lodu było wyjątkowo dużo, gdyż przez 115 tysięcy lat panowała w Europie (i Ameryce) epoka lodowcowa, tzw. późny glacjał, zwany także zlodowaceniem bałtyckim lub Vistulianem. Około 12 tysięcy lat temu na lądzie zwanym teraz Fennoskandią topniejący lądolód vistuliański utworzył w miejscu, w którym teraz jest Bałtyk, ogromne jezioro polodowcowe. Powstało wtedy także wiele tysięcy innych jezior polodowcowych. W Polsce śladami tego lądolodu są: Pojezierze Wielkopolskie i Zachodniopomorskie, Kujawy oraz jeziora Warmii i Mazur.

Podczas szczytu zlodowacenia warstwa lodu miała od trzech do czterech kilometrów wysokości, a poziom wód w oceanach świata był niższy o jakieś 120 metrów od obecnego. Świat wyglądał więc zupełnie inaczej. Plemiona syberyjskie przeszły Cieśninę Beringa i skolonizowały Amerykę, a ludy azjatyckie zajmowały kolejne wystające z morza regiony Pacyfiku. Skolonizowano także Nową Gwineę, Australię, Tasmanię i Nową Zelandię.

Bałtyckie jezioro polodowcowe istniało mniej więcej dwa tysiące lat. Mimo iż było bardzo zimne, ubogie w substancje organiczne i okresowo zamarzające, zasiedlały je rozmaite słodkowodne organizmy. Jednocześnie stale się powiększało, gdyż topniejący lodowiec uwalniał ogromne masy wody. W końcu jezioro przelało się do Morza Północnego i tym samym stało się morzem. Ten trwający około tysiąca lat etap rozwoju Bałtyku jest dziś nazywany Morzem Yoldiowym. Ta trochę dziwnie brzmiąca nazwa pochodzi od morskiego małża Yoldia arctica, który pojawił się w dużych ilościach wtedy, gdy woda stawała się bardziej słona. Dominował on w zmieniającej się faunie. Przypuszcza się, że w tamtym okresie istniało jeszcze połączenie z Morzem Białym i tą drogą napływały do ówczesnego morza gatunki arktyczne. Oczywiste jest jednak, że młode morze zostało wkrótce skolonizowane przez wiele innych stworzeń mogących żyć w słonej wodzie.

Na skutek podniesienia się nieuciskanej już przez lądolód płyty Fennoskandii Bałtyk utracił łączność z morzem i na tysiąc lat znów stał się jeziorem. To stadium otrzymało miano Jeziora Ancylusowego od naukowej nazwy pewnego słodkowodnego ślimaka z rodzaju Ancylus, z rodziny zatoczkowatych. Współcześnie w Polsce występuje tylko jeden gatunek ślimaka z tego rodzaju – przytulik strumieniowy (Ancylus fluviatilis).

Po podniesieniu się poziomu wody w Atlantyku i umożliwieniu dostępu wody morskiej przez Cieśniny Duńskie (m.in. cieśniny Kattegat, Mały Bełt, Wielki Bełt i Sund) rozpoczął się kolejny etap rozwoju Bałtyku – Morze Litorynowe, którego nazwa pochodzi od pospolitego morskiego ślimaka zasiedlającego płycizny północnego Atlantyku. Ślimakiem tym jest pobrzeżka pospolita (Littorina littorea), o kształcie muszli podobnym do wstężyka ogrodowego (Cepaea hortensis), którego ogrodnicy uważają za szkodnika, chociaż jest piękny i ma wiele różnorodnych form barwnych. Etap Morza Litorynowego zakończył się mniej więcej przed czterema tysiącami lat, kiedy to nastała wspomniana już faza Morza Mya, znów od małża o naukowej nazwie Mya arenaria, którego polskie określenie to małgiew piaskołaz. Jest to pospolity mieszkaniec płycizn wybrzeży Atlantyku w Ameryce i Europie. Małgiew piaskołaz to największy małż Bałtyku, osiągający nawet osiem centymetrów długości. Jest jadany, choć dziś – z powodu skażenia płycizn naszego morza – nie zaleca się jego spożywania, chyba że zostanie złowiony w którymś z portów Morza Północnego.

Naukowcy uważają, że proces stałego podnoszenia się tzw. bloku skandynawskiego nadal będzie prowadził do zwężania się Cieśnin Duńskich, przez które następują wlewy słonej wody z Morza Północnego, w efekcie czego Bałtyk znów stanie się jeziorem. W sensie geologicznym to bliska przyszłość, ale dla nas to kwestia wielu pokoleń. Miejmy nadzieję, że do tej pory powstaną oczyszczalnie ścieków na wszystkich rzekach wpadających do Bałtyku, a Jezioro Bałtyckie pozostanie atrakcją turystyczną.

Dorszy, fląder, łososi i śledzi już w nim nie będzie, ale za to mogą się pojawić równie smaczne sandacze i okonie. Znikną też pewnie foki i morświny, dlatego chrońmy je i cieszmy się ich widokiem, póki to możliwe.
Fragment pochodzi z ksiązki Planeta Bałtyk

Tytuł: Planeta Bałtyk
Autorzy: Joanna Pawlikowska, Andrzej Kruszewicz
Wydawnictwo Słowne, 2021
Książkę znajdziesz TUTAJ


Książka Planeta Bałtyk jest próbą przybliżenia mało znanego świata przyrody polskiego morza, który może zadziwić i zafascynować.

Publikację podzielono na 7 rozdziałów, w których opisano niezwykłą przyrodę tego skrawka naszego kraju. Tak, Polska nie kończy się na linii brzegowej. Dzięki takim ekspertom, jak prof. Węsławski, czy doktor Józef Wiktor, którzy badają środowisko Bałtyku, uzyskujemy odpowiedzi na często zadawane i wywołujące sprzeczne reakcje pytania: czy foki szkodzą rybakom, czy dorsz jest rybą polityczną, czy możemy zabrać cokolwiek z plaży, jak wygląda ochrona tego naturalnego bogactwa jakim jest Bałtyk. Ale przede wszystkim uświadamiamy sobie, do jak wspaniałego i ciekawego miejsca mamy dostęp.